Dziś robię mały wyjątek – do tej pory pisałem wyłącznie o śląskiej gastronomii, ale tym razem zabieram Was w Małopolskę. Konkretnie do Ochotnicy Dolnej, gdzie działa Restauracja Och. To miejscowość położona w Gorcach, świetna baza wypadowa na Turbacz czy Lubań, a rzut beretem macie stąd popularny Zalew Czorsztyński. Pierwszy raz wychodzę poza Śląsk… bo w sumie czemu nie?
Nie karczma, nie cepelia – po prostu Restauracja OCH
Podhalańskie restauracje przyzwyczaiły nas do klimatu karczm, które turyści wręcz ubóstwiają. Restauracja Och idzie w zupełnym kierunku – nowoczesny budynek, współczesne wnętrza, brak narzucającej się cepeliady. To powoduje, że to miejsce jak na te okolice jest wyjątkowe. Sama Ochotnica to wieś, która nie została podporządkowana pod turystyczne szaleństwo Podhala. Dla mnie to ogromny plus – oby tak pozostało. Och to też miejsce stworzone z myślą o większych imprezach. A w takim otoczeniu górskich krajobrazów łatwo zrozumieć, dlaczego młode pary wybierają je na wesela. Ale to miejsce stworzone nie tylko do ślubnych zabaw. W Ochu możecie również trafić na koncerty, jak np. miejscowy zespół wykonujący covery Pink Floyd w języku polskim. Spodziewalibyście się?
Do Och zajrzałem nie raz, ale dwa razy – dlatego recenzja będzie szersza niż zwykle. Podzielę ją na dwa dni, żeby nie mieszać smaków i żeby wszystko pozostało czytelne. W końcu dwa dni jedzenia to nie byle co.
Rydze, dla których warto grzeszyć
Karta Och to miks tego, co Polacy lubią najbardziej w swojej kuchni, plus kilka włoskich makaronów – pizza i makarony też mają tutaj swoje miejsce. Atmosfera Gorców nastroiła mnie jednak na polskie smaki. A jak rodzime smaki, to wiadomo – schabowy. W Och serwowany z pieczonymi ziemniakami oraz kapustą zasmażaną. Zanim jednak wgryzłem się w nasz polski frykas, na stole pojawił się nieoczekiwany bohater pierwszej wizyty – rydze smażone na patelni.

Zamówiłem je trochę z przypadku – były w menu, dawno ich nie jadłem. Przystawka podana w rondelku, jeszcze skwiercząca w tłuszczu z cebulką okazała się małym majstersztykiem. Konsystencja rydzów, ich smak i przyjemny aromat – dla takich smaków stworzyłem tego bloga. Nie można tej przystawki zaliczyć do lekkich dla żołądka, ale jeśli robić kulinarne grzeszki, to właśnie w ten sposób. Coś tak prostego, a wspominam te grzybki z dużym rozrzewnieniem… i chyba zaczynam za nimi tęsknić.
Król polskich obiadów i kolejny niespodziewany bohater
Po zachwytach nad rydzami dotarliśmy do dania głównego – króla polskich obiadów, czyli schabowego. W Och dostajemy solidny kawał mięsa w złocistej panierce. Smaczny, przyjemny, ale po fajerwerkach w przystawce nie zaskakuje – to raczej klasyk w najlepszym tego słowa znaczeniu. Schab świetnie dogaduje się z pieczonymi ziemniakami, ale prawdziwą gwiazdą talerza okazała się kapusta zasmażana. Z jednej strony delikatna, a z drugiej intensywna w smaki z zachowaniem swojej charakterystycznej kwasowości – jedna z lepszych, jakie jadłem.

Po pierwszej wizycie w ochotnickiej restauracji nasunął się pierwszy, bardzo ważny wniosek – Och potrafi świetnie w przystawki i dodatki. A to jest większa sztuka, niż się wydaje.
Barszcz z pierogami – całkiem dobrze zgrany duet
Druga wizyta w Och była okazją do spróbowania innych smaków i zobaczenia pełnego spektrum ich kuchni. I uwaga – udało mi się powstrzymać przed zamówieniem rydzów! Sam nie wiem jak, ale dałem radę! Tym razem na pierwszy ogień poszedł barszcz czerwony z pierogami.

W czasach, gdy barszcze z kartonu udają domową robotę, trafienie na prawdziwie dobry to nie lada wyczyn. W Och wiedzą, jak go zrobić. Zupa ma wszystko, czego szukam w barszczu – kwasowość, słodycz, lekki pazur pikantności i szczyptę słoności. A kiedy dorzuci się do niego pierożki z mięsem – z dobrym oraz wyrazistym farszem – robi się smakowity i zgrany duet. Prosto, klasycznie, ale z charakterem.
Restauracja OCH i trochę Podhala na talerzu
A teraz wrócimy do podhalańskich klimatów. Choć Och to nie karczma, to w ich karcie nie zabrakło miejsca dla placka zbójnickiego – serwowanego jako „placek po nasomu”. To taki lokalny klasyk, w którym placki ziemniaczane spotykają się z gulaszem wołowym. Przyznam, że mam do niego słabość i zawsze chętnie do tej potrawy wracam – w szczególności w otoczeniu górskich widoków.

Muszę pochwalić gulasz – w Och potrafią wyciągnąć esencję ze składników i stworzyć coś z efektem „wow”. Delikatna wołowina otulona sosem jest fantastycznym dodatkiem do placków ziemniaczanych. I tutaj zaczynają się schody. Wiem, że są różne szkoły – jedni wolą placki ziemniaczane luźniejsze, inni bardziej zwarte i przyjemnie chrupiące pod zębem. Ja należę do tej drugiej frakcji. Tymczasem placki od Och są bardzo miękkie i pozbawione chrupkości. Dlatego te danie nie podbiło mojego serca. Choć jestem pewien, że znajdą się smakosze, którzy właśnie taki styl docenią. Mamy różne gusta i to całkowicie normalne.
Powiew nowoczesności w górskim otoczeniu
OCH to miejsce, które mnie pozytywnie zaskoczyło. Choć nie wszystko trafiło w mój gust, to i tak ostateczne wrażenie jest pozytywne. Rydze, barszcz i kapusta pozostaną w mojej pamięci na długo. Cieszę się, że w Ochotnicy powstała restauracja, która nie idzie utartą ścieżką karczmianej cepelii. Nowoczesność można łączyć z tradycyjnymi smakami, a OCH robi to całkiem umiejętnie.
Dziękuję za wizytę na mojej stronie! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowościami, to zapraszam na mój profil Instagram – @recenzujem.pl.
Sprawdź również inne:
Restauracja w OCH – adres
Hologówka 197
34-452 Ochotnica Dolna
